pelle_kb: (merlin::lady morgana)
[personal profile] pelle_kb
Mój debiut w fandomie (bo crack, chociaż wklejony wcześniej, to powstał później XD) i jak to w zwyczaju mają moje debiuty, jest bardzo prosty, klasyczny i nienadzwyczajny, chociaż do kilku zdań tutaj jestem bardzo przywiązana. ;) Witaj, nowy fandomie. \o/

Tytuł: Sny, które się nie spełnią
Fandom: Merlin
Postacie: Artur, Merlin, Uther, Morgana.
Ilość słów: 2178
Ostrzeżenia: Spoilery do 1x13 Le Morte d'Arthur.
Dziękuję [livejournal.com profile] idrilka za betę. :)



Sny, które się nie spełnią

i must go away, wait for me here
silently stay and don't ask me why
only believe this is not goodbye


Uther jest wściekły.

Nie musi tego tłumić, w końcu jest królem.

Kiedy straże informują go, że czarnoksiężnika aresztowano, wyprasza ich wszystkich i zamyka się w sali tronowej. Jest cicho, bardzo cicho, a kamienne ściany tchną zimnem, niepomne na to, co się właśnie wydarzyło.

Uther musi przyznać, że jest zaskoczony. W ciągu ostatnich kilkunastu lat stał się prawdziwym mistrzem w skrywaniu swoich uczuć przed wszystkimi. Emocje i desperackie pragnienie posiadania dziedzica były tym, co zaprowadziły jego żonę do grobu (tak bardzo chciał mieć syna, że pozostał głuchy na słowa Nimue o cenie, którą trzeba będzie zapłacić). Chłopiec, którego pozostawiła za sobą Igraine był przyszłością tego królestwa, ale Uther przez wiele lat nie poświęcał chłopcu zbytniej uwagi. Później Artur osiągnął wiek, w którym można było mu włożyć miecz do ręki i wtedy wreszcie ojciec zaczął częściej widywać syna. Kiedy Uther przyglądał się treningom księcia, a w szczególności temu jak jego nauczyciel fechtunku wskazuje, jak prawidłowo trzymać broń, by nie wywijać nią niczym uliczny rzezimieszek, nie miał czasu zastanawiać się nad decyzją, którą niegdyś podjął.

Teraz, kiedy Artur jest już dorosły, Uther wciąż nie potrafi przeprowadzić z nim zwykłej rozmowy, podczas której nie powie czegoś, czego każdy przeciętny rodzic (jest przede wszystkim królem, nie rodzicem, nigdy o tym nie zapomina) by później żałował. Dziedzic króla powinien być zawsze lepszy, szybszy i silniejszy od innych, gdyż w momencie, gdy jego ojciec umrze, syn musi być gotów na przejęcie korony. Nie ma się nad nim co roztkliwiać, gdyż nie ma takiej porażki, z której nie można wynieść wartościowej lekcji, nie ma takiego bólu, który by cię czegoś nie nauczył, są rzeczy, które trzeba zrobić, decyzje, które trzeba podjąć, nieważne, że trudno wtedy oddychać, a krew krzepnie w żyłach i najważniejsze: nie ma takiej straty, która by cię nie wzmocniła (poza śmiercią Igraine, Uther wcale nie czuje, żeby to go w jakikolwiek sposób wzmocniło; królestwo - może, w końcu lud śpi spokojniej, kiedy wie, że tron Camelotu przejmie godny następca obecnego króla.).

To są te prawdy, które Artur musi zapamiętać, jeżeli w przyszłości ma zostać dobrym władcą.

A jednak Uthera przechodzi dreszcz, gdy uświadamia sobie, że przez ostatnich kilka miesięcy Artur dzień i noc miał u swojego boku czarodzieja. Tym razem nie jest to tylko powód, by król mógł wytknąć swojemu synowi kolejny błąd i zapytać, jakim cudem nigdy nie zauważył, że jego sługa to czarnoksiężnik. Sytuacja jest (była?) poważna, bo może to oznaczać, że albo księciu brakuje spostrzegawczości albo Merlin potrafił się tak dobrze maskować (ilu takich jak on kryje się jeszcze w zamkowych murach?), że zmylił wszystkich. Przerażająca jest sama świadomość, że czarnoksiężnik nie tylko zdradziecko uśpił czujność króla i jego następcy, ale też przez taki długi czas miał Artura dosłownie na wyciągnięcie ręki. Uther nie wie, dlaczego Merlin nie zabił jego syna. Możliwe, że miał inne plany, takie jak na przykład wkraść się w łaski dziedzica Camelotu, sączyć mu do ucha słowa o dobrych stronach magii, a później dopilnować, żeby Uther zginął. Zmanipulowany, a być może nawet zaczarowany Artur zniósłby wtedy zakaz praktykowania magii, a ta potężna, nieuchwytna zaraza rozpełzłaby się po całym królestwie.

Uther zaciska palce na pucharze.

Czarodziej musi zginąć, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Artur próbował rozmawiać o tym z Utherem, ale król nie ma zamiaru go słuchać. Nie było przebaczenia dla służki Morgany, gdy podejrzewano ją o zdradę, nie okazano go także później jej ojcu, nie przewiduje go i dla czarodzieja, który wkradł się w łaski księcia oraz całego dworu.

Magia może być bestią, której po odcięciu jednego łba wyrastają trzy kolejne, ale nie szkodzi. Uther zamierza z nią walczyć aż do samego końca, dopóki tylko starczy mu sił, i nie ma rzeczy, do której się nie posunie, by wyplenić ją z królestwa i spalić na stosie wszystkich, którzy się nią posługują. Nie miałby litości nawet dla swoich bliskich, gdyby dowiedział się, że używają czarów.

To się musi skończyć.

Król dopija resztkę wina, a następnie stawia puchar na stole i wychodzi.

*

Morgana jest przerażona.

Merlin tkwi zamknięty w celi pilnowanej przez pięciu strażników, a Uther ma dzisiaj osądzić, czy doszło do popełnienia zdrady (zdradą było kiedyś wsypanie trucizny do pucharu ukochanego króla, wprowadzenie do zamku kogoś, kto uśmierci jego dziedzica albo też wyjawienie wszystkich tajemnic królestwa jego największym wrogom). Wszyscy wiedzą, że królowi niewiele trzeba, by w takich sprawach wydać nakaz egzekucji.

Nikt nie zna sekretu Morgany, nawet Gwen. Księżniczka strzeże go najlepiej jak może i nie pozwala nikomu wnikać za bardzo w przyczynę jej nocnych koszmarów. Czasem myśli, że Gaius się czegoś domyśla, ale nie, to niemożliwe, jest przecież wiernym sługą króla i na pewno o wszystkim by mu doniósł. Eliksiry nadwornego medyka czasem pomagają - zdarzają się jednak sny, przed którymi nic nie jest w stanie jej uchronić. Wizje nie są wcale najgorsze – mijają wraz z nadejściem dnia, rozwiewają się w świetle słońca. Najbardziej przeraża ją świadomość, że nawet jeżeli (znowu) będzie śniła o śmierci Artura, potężnej, bardzo niebezpiecznej (tak innej od jej snów, ale czy na pewno?) magii czy czarnym ptaku, który atakuje Camelot, to nawet, gdyby chciała komuś o tym powiedzieć, i tak nikt jej nie uwierzy.

Próbowała ostrzec Artura, żeby został w zamku, żeby kto inny wyruszył zabić Bestię, ale książę jej nie posłuchał i prawie zapłacił za to życiem. Uther mówi, że to Gaius w ostatniej chwili ocalił księcia, że cudem odnalazł zapomniany przepis na antidotum, ale co, jeżeli to Merlin uratował wtedy życie następcy tronu? Jeżeli sługa Artura (przyjaciel, który pomógł jej więcej niż raz) naprawdę jest czarodziejem, to by wiele tłumaczyło i sprawiło, że kilka elementów układanki wreszcie zaczęłoby do siebie pasować.

A czy to możliwe, że Merlin ocalił życie Artura więcej niż raz? (Uther powinien się dowiedzieć.) Chłopak ma prawo się bronić, wyjawić wszystko, co zrobił dla Camelotu i Artura, jeżeli oczywiście udowodnią mu winę (wiadomo, że tak się stanie, Morgana zbyt wiele razy widziała śmierć na zamkowym dziedzińcu, by sądzić inaczej). Przypomina sobie swój sen o płonącym stosie i zaciska zbielałe palce na krawędzi stołu. Gwen przygląda jej się z przestrachem, sama też martwi się o Merlina, ale zarazem ma nadzieję, że ta historia nie skończy się źle (Morgana wie, że znajduje się w sytuacji bez wyjścia: widziała szalejący ogień i Uthera, który wydaje wyrok), mimo że jej własny ojciec nie miał tyle szczęścia. Werdykt króla ma zapaść przed zapadnięciem zmierzchu, ale to bez znaczenia. Księżniczka tymczasem jest pewna, że tylko cud (magia) może ocalić Merlina, bo Uthera bardziej od prawdy interesują kłamstwa, którymi od lat karmi swój lud. Morgana myśli, że gdyby król dowiedział się o jej proroczych snach, to ona sama także nie uniknęłaby stosu. Przysięga dana jej ojcu z pewnością zbladłaby w obliczu mocy, której Uther boi się i nienawidzi, i nieważne, że Morgana nie umie tego kontrolować, nie miała przecież żadnego wyboru (czy ktokolwiek go miał?).

Jeżeli wszystko, co mówią teraz o Merlinie, jest prawdą, to Morgana trochę mu zazdrości – ona nigdy nie panowała nad swoim przekleństwem (stara się nie nazywać tego darem) i oddałaby wszystko, by móc je kontrolować. Spróbuje uratować Merlina również dla siebie – nie może znieść myśli, że gdyby to ją uwięziono, nikt nie zechciałby jej uwolnić. Zresztą, jest mu coś winna, to przecież on pomógł jej ocalić młodego druida przed niechybną śmiercią z rąk króla. Morgana zamierza odnaleźć Artura jeszcze przed zapadnięciem zmroku i wciągnąć go w swój spisek. Trudno stwierdzić, jakiego wyboru dokona następca tronu, jest w końcu synem Uthera i nie wystąpi jawnie przeciwko niemu. Wielokrotnie podejmował jednak słuszne decyzje, nawet, gdy stały one w sprzeczności z poglądami króla Camelotu.

Morgana wygląda przez okno, gdzie słońce świeci wysoko na niebie.

Do końca dnia pozostało jeszcze wiele godzin.

Mówi Gwen, że musi coś załatwić, a następnie wychodzi.

*

Merlin jest zrezygnowany.

Siedzi w swojej celi, wpatrując się w kraty i padające na posadzkę światło księżyca. Myśli o tym, że gdyby chciał, to mógłby się uwolnić w każdej chwili: powalić strażników nawet się do nich nie zbliżając i przywołać do siebie klucze, które wiszą u pasa jednego z nich. Później dostać się już tylko do stajni, wybrać sobie najlepszego konia (poza tym należącym do Artura, nie mógłby mu go odebrać), przebić się przez główną bramę i w drogę. O prowiancie i zapasach pomyślałby później, już poza murami Camelotu, który w momencie odkrycia jego ucieczki zmieniłby się w ul pełen rozwścieczonych pszczół.

Merlin mógłby uciec, ale w tej chwili jest potwornie zmęczony.

Bardziej niż to, że wpadł przez taką straszną głupotę (używanie magii dla zabawy, Gaius by go za to zabił, ale niestety to Uther ma pierwszeństwo) przygnębia go fakt, że nie będzie w stanie dalej chronić Artura. Może i potrafiłby się stąd wydostać, a w razie czego nawet wybić sobie drogę wśród żołnierzy Uthera, ale to, co najważniejsze, zostawi za sobą tutaj, w zamku. Książę wreszcie pogodzi się z jego zdradą, wróci do swoich codziennych obowiązków i na czele królewskiej gwardii będzie polował na zbiegłego czarodzieja, który kiedyś ośmielił się uważać go za przyjaciela. Merlin nie będzie dłużej stał u jego boku, by ruchem dłoni zatrzymywać pędzące w kierunku Artura strzały i magiczne pociski, nie zdoła podać mu potajemnie antidotum, które sporządzą razem z Gaiusem, nie doniesie nikomu o tym, że rycerz, z którym książę ma stanąć w szranki, jest potężnym czarnoksiężnikiem.

Artur może nawet nigdy nie poznać prawdy i nie dowiedzieć się, że bez Merlina zginąłby po wielokroć. Może aż do śmierci uważać go za kogoś, kto wkradł się w jego łaski tylko po to, by w decydującym momencie zagrozić Camelotowi.

Młody czarodziej obejmuje rękami kolana i zamyka oczy, by chociaż na chwilę móc nie widzieć wnętrza celi, w której go zamknięto. Zapada w niespokojną drzemkę, więc niemal podskakuje, gdy budzi go zgrzyt przekręcanego w zamku klucza. Padające przez okno srebrne światło wystarcza, by rozpoznał dziedzica tronu.

— Wstawaj, idziemy — mówi Artur, a Merlin myśli, że może jednak zamierzają zabić go dziś w nocy. Widać nie zasłużył nawet na tę tradycyjną, spektakularną śmierć na zamkowym dziedzińcu.

— Dokąd? — pyta czarodziej i nie rusza się z miejsca. Artur wyciąga rękę w jego kierunku, a gdy Merlin z zawahaniem ją przyjmuje, książę pomaga mu stanąć na nogi i chłopak znajduje się nagle bardzo blisko następcy tronu. — Egzekucja w trybie natychmiastowym? — dodaje i mógłby przysiąc, że Artur przewraca oczami.

— Nie, idioto — mówi. — Właśnie cię uwalniam. — Artur przez chwilę spogląda na swojego sługę. — Wiem, że mój ojciec ma rację. Wiem, że magia jest zła i trzeba ukrócić wszelkie próby jej stosowania i jestem też pewien, że nie pomylił się w stosunku do ciebie. Naprawdę jesteś czarodziejem, prawda? — upewnia się, a Merlin widzi, że Artur wciąż jeszcze łudzi się, wciąż chce, żeby jego sługa okazał się tylko zwykłym, wiejskim chłopakiem, bez talentu do czegokolwiek innego poza pakowaniem się w kłopoty. Merlin w tym momencie niczego tak bardzo nie pragnie, jak skłamać. Jednak wbrew sobie potakuje, a książę wzdycha i kręci głową. — Chodźmy — mówi Artur, wskazując czarodziejowi, żeby poszedł za nim.

Merlin nie wie, co stało się ze strażnikami (możliwe, że Artur prowadzi go w pułapkę i to wszystko to tylko jedna wielka prowokacja, ale trudno, zginie, jeżeli takie będzie życzenie jego księcia), ale postanawia nie zadawać żadnych pytań. Na dziedzińcu i w stajni jest bardzo cicho, milczenie przerywa tylko parskanie konia, którego Artur chwyta za uzdę i w uspokajającym geście głaszcze po pysku.

— Gdybyś chciał mnie zabić, już dawno bym nie żył, prawda? — Książę nie patrzy na Merlina, któremu ściska się serce na myśl o tym, że musi opuścić swojego przyszłego króla. — To ty uratowałeś nas wszystkich w Ealdorze i uzdrowiłeś mnie, gdy umierałem po starciu z Bestią, prawda? — Merlin nie musi nic mówić, jego milczenie jest wystarczającą odpowiedzią. — Tak myślałem — kontynuuje Artur, wciąż gładząc konia po pysku. Książę wie, że nie mają zbyt wiele czasu, ale są rzeczy, które musi wcześniej powiedzieć. Merlin to rozumie.

— Miałem cię chronić — stwierdza czarodziej. Czuje, że ściska go też w gardle, a magia, wcześniej uśpiona, buzuje w jego żyłach, jakby ktoś nalał w nie wrzątku. — Miałem zostać przy tobie i dopilnować, żebyś został królem Albionu — mówi, ale nie dodaje, że nie wie, czy po tym wszystkim ta wizja wciąż jeszcze może się spełnić. Jak będzie mógł dalej chronić przyszłego króla Albionu, skoro musi ratować własną skórę i uciekać jak najdalej przed żołnierzami Uthera? Czy wizje, które nachodziły go czasem we snach były tylko mrzonkami? Czy to możliwe, żeby smok kłamał? Może zjednoczone królestwo Albionu nigdy nie miało powstać, zniszczone jeszcze przed narodzeniem przez ludzi pokroju Uthera.

Artur spogląda na niego dziwnie, a Merlin byłby gotów przysiąc, że coś się w tym momencie między nimi zmieniło. Krawędzie rzeczywistości przesunęły się i sprawiły, że książę zrozumiał tę część prawdy, którą Merlin mógł (chciał) się z nim podzielić. Stracili już jednak zdecydowanie za dużo czasu. Artur wciska wodze w ręce Merlina i patrzy, jak czarodziej gramoli się na siodło. — Jedź! Zaraz zorientują się, że zniknąłeś, ale przez główną bramę się jakoś przebijesz. Od wschodniej strony muru jest zamaskowane przejście, którymi wysyła się posłańców w czasie wojny. Jeżeli cię złapią, mój ojciec nie będzie miał litości — mówi, a w jego głosie czarodziej wyczuwa coś na kształt przeprosin.

— Wrócę — obiecuje Merlin.

— Wiem — odpowiada Artur i spogląda na niego poważnie.

Czarodziej kiwa głową, dotyka piętami boków konia i wyrusza w kierunku wolności.

Zamierza dotrzymać słowa.
From:
Anonymous( )Anonymous This account has disabled anonymous posting.
OpenID( )OpenID You can comment on this post while signed in with an account from many other sites, once you have confirmed your email address. Sign in using OpenID.
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

Profile

pelle_kb: (Default)
pelle_kb

November 2012

S M T W T F S
    123
45678910
1112131415 1617
18192021222324
252627282930 

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Jul. 29th, 2017 11:50 am
Powered by Dreamwidth Studios