pelle_kb: (cm::hotch and emily)
[personal profile] pelle_kb
Wiem, że to mój już czwarty wpis dzisiaj. Ale musiałam. Miałam już dość pisania, ale fik [livejournal.com profile] idrilka ze wczoraj tak mnie urzekł skrzywdził, że musiałam napisać dzisiaj dodatek do niego. Wiem, jestem Cylonem :P Nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale zrobiło mi się znacznie mi lepiej, kiedy to napisałam. Za betę i wszystko dziękuję [livejournal.com profile] idrilka. :) Uwaga, wcześniej naprawdę należy przeczytać jej fika: Szczęśliwe zakończenia.

Tytuł: Trzy minuty
Postacie: Hotch, Rossi
Ostrzeżenia: Dość ogólne spoilery do 4s, plus do fika Idril ;)
Ilość słów: 1140



Trzy minuty

Burza zaczyna się jeszcze przed pogrzebem.

Była ambasador Elizabeth Prentiss wciąż ma znaczące wpływy (nie na tyle znaczące, by zdążyły uratować jej córkę), pociąga za wiele sznurków i robi, co może, by dojść, kto jest winien zaniedbania w tej sprawie. Hotch nadal czuje się jak ogłuszony, takie rzeczy zwyczajnie nie powinny się zdarzać (jak większość spraw, którymi się zajmują). Sam ma ochotę ściąć kilka głów, zniszczyć garść karier i strącić parę istnień aż na samo dno, ale wcześniej musi przekonać matkę Emily, że jego zespół zrobił wszystko, co mógł, żeby uratować jej córkę. To wręcz straszne, że komuś muszą to teraz udowadniać. To zupełnie tak, jakby ktoś zakładał, że niedostatecznie przyłożyli się do akcji, która miała na celu uratowanie ich koleżanki. Hotch dałby wszystko, żeby móc cofnąć czas i stworzyć nowy profil, zaplanować całą akcję od zera (prawda jest taka, że wszystko zrobiłby tak samo). To niesprawiedliwe, że potrząsnął kim trzeba, wystosował kilkanaście gróźb, wykorzystał wszystkie kontakty, które tylko mógł i kilka, których nie powinien, i wszystko poszło na nic. Tak, bywało, że mieli znakomity profil, wiedzieli, gdzie należy szukać, a lokalne władze były na ich każde skinienie, ale czasem nawet to nie wystarczało i ludzie umierali.

Matka Prentiss w końcu im wierzy i obiecuje, że skontaktuje się z nimi, gdy tylko uda jej się coś osiągnąć. Wyjeżdża, zanim JJ zdąży pozbierać i wsadzić do kartonowego pudła rzeczy jej córki. Jest tego niewiele, a Hotcha kolejny raz zadziwia, jak tak duża część ludzkiego życia może się zmieścić w czymś takim. Zauważa kolekcję pocztówek, dwie książki Vonneguta, stare bilety na jakiś mecz, parę zdjęć i kilka mniej lub bardziej egzotycznych pamiątek z jej wszystkich podróży dookoła świata.

Garcia nie wytrzymuje i bierze dwutygodniowy urlop. JJ informuje Hotcha, że razem z Kevinem wybrali się na Bahamy i żadne z nich nie wzięło ze sobą komórki (nie może im mieć tego za złe). Aaron kiwa głową i mówi: „dziękuję”, a następnie wraca do raportu, który zaczął pisać. Zastanawia się, czy po Emily nie straci kogoś jeszcze, czy Garcia w ogóle zamierza wrócić z tych Bahamów, a nawet jeżeli, to czy nie zdecyduje się prosić o przeniesienie (Hotch myśli, że na jej miejscu by poprosił).

Rossi wchodzi do środka i mówi, że ci na górze żądają, żeby ktoś poniósł karę za śmierć Emily (Hotch niczego innego bardziej nie pragnie, szkoda tylko, że jego szefom zależy bardziej na tym, że poleciała głowa kogoś z jego zespołu, niż na prawdziwej odpowiedzi). Po Rossim nie widać żadnego przygnębienia, może dlatego, że taka sytuacja przydarzyła mu się z pewnością nie pierwszy raz. Hotch nie wie, dlaczego, ale odczuwa w tym momencie rozdrażnienie. Na jego biurku leży odznaka Emily, namacalne przypomnienie tego, co się stało. Wiele razy któryś z podległych mu agentów zostawał ranny, kilku nawet zginęło, ale żaden w taki sposób (w dodatku z żadnym z wcześniejszych zespołów nie czuł się tak bardzo związany; wie, dlaczego unikał wtedy zbytniego zaangażowania emocjonalnego).

— Podtrzymuję ten wniosek — stwierdza sucho Hotch. — Coś jeszcze? — dodaje.

Rossi kręci głową.

— Nie możesz tego zrobić, Hotch — mówi.

— Niby czego? — odpowiada tamten. Naprawdę nie ma ochoty z nim rozmawiać, ale wie też, że Rossi nie podda się tak łatwo.

— Odcinać się od nas. Szukać winnego tam, gdzie to niepotrzebne, czyli w sobie. Zrobiłeś wszystko, co mogłeś, zrobiliśmy tyle, na ile sytuacja nam pozwoliła. Nie możesz się wciąż za to obwiniać, bo zwariujesz. A na pewno w niczym nie pomożesz Emily ani tym wszystkim ludziom, którzy będą w przyszłości potrzebować naszej pomocy.

Hotch nie jest przekonany.

— Zawsze można zrobić więcej — odpowiada.

— Nie zawsze, Hotch. Myślałem, że po tylu latach pracy tutaj będziesz już to wiedział. — Rossi kręci głową. — Uważaj, bo jeżeli zaczniesz za bardzo się obwiniać i zwrócisz na siebie ich uwagę, to możesz za to polecieć. Wiesz, że potrzebują kozła ofiarnego — dodaje.

Hotch cofa się myślami do momentu, w którym po raz ostatni dotknął ramienia Emily, zanim sanitariusze wsadzili ją do karetki. Później wsiedli z Rossim do samochodu i i ruszyli za przedzierającym się przez ulice miasta pojazdem. Reszta zespołu podążała za nimi.

Pamięta, że trochę padało (ktoś umiera, gdy pada deszcz, to taka straszna klisza), a wielkie, tłuste krople rozbijały się o szybę SUV-a. Hotch, mimo że wszystko skończyło się dobrze (ta historia musi mieć szczęśliwe zakończenie), miał mniejsze wrażenie ulgi, niż powinien. Wciąż nie potrafił zmusić się do tego, by przestać z całej siły zaciskać palce na kierownicy, aż knykcie bieleją. Miał nadzieję, że to tylko stres i adrenalina i że wkrótce, gdy wreszcie uwierzy, że wszystko będzie z nią w porządku, zejdzie z niego całe to napięcie.

Karetka zatrzymuje się na zalanym wodą parkingu. Hotch wysiada, trzaska drzwiami i podchodzi do niej, gdy ze środka wychodzą sanitariusze. Jeden z nich dostrzega go i kręci głową, a Hotch widzi wtedy, że maszyny, do których podłączyli wcześniej Emily, są teraz wyłączone.

— Przykro mi. Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Umarła dosłownie trzy minuty temu.

Trzy minuty. Trzy pieprzone minuty.

Nie zdążyli się nawet pożegnać.

Pamięta „o mój Boże...” Reida i JJ, telefon do Garcii, klnącego Morgana i dłoń Rossiego na swoim ramieniu. Wspólnie patrzyli, jak wynoszą jej zwłoki z karetki, a deszcz pada na nosze. Hotch nie był w stanie myśleć i mówić, a wszystkim, co czuł, była straszna, pochłaniająca wszystko rozpacz i chęć zemsty. Na tym właściwym, najbardziej podstawowym poziomie zrozumiał, że przegrali, że nic więcej nie dało się zrobić, a sprawca nie żyje, jednak to wciąż było za mało. Myślał, że szkoda, że zabili tego bydlaka, że chętnie by sobie z nim teraz porozmawiał.

Rzadko miewa takie myśli.

Wraca do teraźniejszości, do biura, gdzie rozmawiali po raz pierwszy (wydaje się, jakby minęło dopiero pięć minut.). Robiła, co mogła, by zostać uznaną za najlepszą bez względu na wszystkie koneksje i powiązania jej matki. Była świetną agentką (Hotch już teraz wie, że będzie miał problem z przestawieniem się na czas przeszły) i osiągnęła to, co chciała, czyli szacunek, zaufanie i przyjaźń wszystkich członków zespołu.

Hotch z niechęcią musi przyznać sam przed sobą, że nie chciałaby, żeby po jej śmierci odszedł, pogrążył się w depresji albo pozwolił się stąd wyrzucić. Pamięta smutek w jej oczach, gdy wyszli z kostnicy i oboje mieli przed oczami tę martwą dziewczynkę. Pamięta też, że nie mógł przejść koło niego obojętnie i wie, że Emily wolałaby, żeby nie przeszedł obojętnie obok jej śmierci, ale wziął się w garść i wrócił do wykonywania swojej pracy.

— Dziękuję, Rossi. — Kiwa w końcu głową. — Wiem już, co powinienem zrobić. — Rossi przygląda mu się przez chwilę, a następnie kiwa głową i wychodzi. Zrobił, co mógł, reszta należy do Hotcha.

Aaron jeszcze przez chwilę przygląda się odznace. Wie już, jak będzie to wyglądało: pójdzie na pogrzeb, odbędzie coś w rodzaju żałoby (to nigdy nie wystarczało, ale przynajmniej niosło jakieś ukojenie) i będzie jeszcze mocniej starał się, by jak najmniej osób spotkał podobny los.

Jest jej to winien.

Trzy pieprzone minuty.

Z tym się chyba nigdy nie pogodzi.
From:
Anonymous( )Anonymous This account has disabled anonymous posting.
OpenID( )OpenID You can comment on this post while signed in with an account from many other sites, once you have confirmed your email address. Sign in using OpenID.
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

Profile

pelle_kb: (Default)
pelle_kb

November 2012

S M T W T F S
    123
45678910
1112131415 1617
18192021222324
252627282930 

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags
Page generated Sep. 24th, 2017 02:08 pm
Powered by Dreamwidth Studios